"Gdzie jest Mia?" Alexandra Burt



"Gdzie jest Mia?"
Alexandra Burt
Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Liczba stron: 416
Ocena: 4/6




Estelle Paradise jest kobietą cierpiącą na depresję poporodową. Już w trakcie ciąży miała różne stany lękowe, dotyczące zdrowia jeszcze nienarodzonego dziecka. Jest osobą przewrażliwioną na tym punkcie, jednak przecież to bardzo częste zjawisko wśród młodych matek. 
Jej córeczka niestety okazuje się trudnym dzieckiem, cierpiącym na kolki. Estelle nie radzi sobie sama, jest przytłoczona obowiązkami, przemęczona. Praktycznie nie sypia a płacz niemowlęcia wzbudza w niej bulwersujące wręcz myśli, czasem wygląda na to, że nie cofnęłaby się przed niczym, byle tylko na chwilę uciszyć szloch maleństwa.

Macierzyństwo ewidentnie ją przerosło, czym bardzo denerwuje męża, Jacka. Mężczyzna ma żal do kobiety, wmawia jej, że jest złą matka, która nie umie sobie poradzić. Nie rozumie, że żona jest chora i pilnie potrzebuje pomocy. Zamiast wspierać, jeszcze bardziej ją krytykuje i obwinia. Twierdzi również, że leki uspokajające załatwią całą sprawę. Nie ma pojęcia, że depresja może przekształcić się w psychozę. Co gorsza, Jack wyjeżdża w interesach, a dziewczyna zostaje sama z córką.

Pewnego dnia Estelle budzi się w szpitalu z raną postrzałową głowy. Kobieta nie jest w stanie zebrać myśli i wszystkiego sobie przypomnieć, wie jednak, że parę dni temu jej córeczka zniknęła z domu. Ktoś porwał siedmiomiesięczne niemowlę, a wraz z nim zabrał wszystkie rzeczy maluszka, w domu nie ma żadnego śladu po istnieniu dziecka. Zniknęły pieluszki, butelki, mleko, ubranka, nie ma również żadnych śladów włamania.

Podczas lektury niczego nie byłam pewna. Nawet zastanawiałam się razem z bohaterką, czy niemowlę w ogóle istniało. Może kobieta je sobie wymyśliła. Mogła przecież stracić ciążę i popaść w głęboką depresję. Czasem, gdy człowiek nie potrafi się pogodzić ze stratą, tworzy własną wizję świata.  

"Nikt nie przyszedł i nie zabrał Mii. Nikt nie zabrał jej ubranek, butelek i mleka. Nikt nie przeniknął przez ściany z jej pieluszkami, nikt nie sforsował zamków, zasuwek i krat. Istniało tylko jedno logiczne wytłumaczenie tego, co się stało - nie było żadnego dziecka. Nigdy. Jak inaczej mogłabym wytłumaczyć to, że zniknęły wszystkie rzeczy mojego urojonego dziecka? "

Kobieta traci kontakt z rzeczywistością, nie wie, co wydarzyło się naprawdę, a co jest tylko jej obawą.
Wkrótce to ona staje się główną podejrzaną. Niepokojące jest przecież to, iż nie zgłosiła zaginięcia ani mężowi, ani na policji. Nie stawiła się również na szczepieniu, co ze względu na jej paranoję odnośnie zdrowia, nigdy wcześniej nie miało miejsca. Estelle nie ma pojęcia, co robiła tak daleko od domu, jednak wszystko wygląda jednoznacznie. Sąsiedzi twierdzą, że macierzyństwo ją przerosło. Ludzie stale widzieli, jak niemowlę płacze,a ona nie zwraca na to uwagi. W opinii publicznej była złą matka, której dziecko po prostu przeszkadzało.
Dziewczyna jest przerażona, cierpi na amnezję po wypadku i sama nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Z jednej strony nie wyobraża sobie, by mogła skrzywdzić tę kruszynkę, ale z drugiej zaczyna bać się ze to prawda. 

Trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie specjalna terapia ma pomóc jej przywrócić pamięć. Niestety informacje o zaginięciu trafiają do mediów, a te nie zostawiają na kobiecie suchej nitki. Nazywają ją morderczynią i głoszą, że udaje amnezję dla ochrony. Zostaje ona zupełnie sama, bez wsparcia i pomocy. Robi jednak wszystko, by leczenie przyniosło efekty i z czasem powracają pojedyncze wspomnienia. Czy ułożą się one w całość?

Kim jest Estelle? Ofiarą czy może zabójczynią?

Czy są jakiekolwiek szanse na odnalezienie Mii?

Zaginięcie dziecka to niewątpliwie największy koszmar każdego rodzica. Jak jednak może czuć się kobieta, która uświadamia sobie, że najprawdopodobniej sama skrzywdziła własną córeczkę?

Czy jest ona w stanie normalnie funkcjonować, gdy padają na nią tak okrutne oskarżenia?

Gdzie jest Mia i jakie są szanse, że jeszcze żyje?

Powieść jest wstrząsająca, trzymająca w napięciu i wywołuje wiele skrajnych emocji. Stany psychiczne bohaterki są bardzo szczegółowo ukazane czytelnikowi, dlatego wie on dokładnie, co się dzieje w jej głowie. 
Z jednej strony było by mi jej tak bardzo żal, nie umiałam sobie nawet wyobrazić, jak strasznie cierpi. Z drugiej jednak, nie potrafiłam nijak zrozumieć takiego zachowania, tego, czemu wcześniej nie zwróciła się do nikogo po pomoc. Przecież już od dawna wiedziała, że jest zagrożeniem. Zamiast wiecznie użalać się nad sobą, powinna wziąć się w garść i zrobić wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo i miłość córce, przecież to tylko dziecko, nie jest niczemu winne.

"Chociaż pragnęłam tulić ją w ramionach i patrzeć jej w oczy, szeptać jej imię i uśmiechać się do niej, wszystkie te uczucia i gesty stały się dla mnie obce. Byłam zaangażowana - zmieniałam pieluchy, kąpałam ją i karmiłam, ale wszystko przychodziło mi z trudem: miłość do niej i sprawianie żebym była dla niej całym światem. Jej żałość kotłowała się we mnie jak żywa istota, rozrywając mnie od środka." 

Przerażały mnie jej myśli, zwłaszcza wtedy, gdy zerkała na pulsujące ciemiączko i sięgała po nożyczki. Takie pomysły nie są normalne i po czymś takim z pewnością należy skonsultować się ze specjalistą, bo to znak, że dzieje się coś niedobrego ze stanem psychicznym.

Nie ukrywam, że nie polubiłam głównej bohaterki. Mam świadomość, że jest poważnie chora,ale i tak nie tłumaczy to takiego postępowania. Jeśli chodzi o jej męża, również nie zaskarbił sobie mojej sympatii. Jego zachowanie wobec żony było podłe, a zamiast pomagać, jeszcze bardziej pogarszał całą sytuację. Przykre jest to, że mam świadomość, jak wiele takich małżeństw istnieje naprawdę.

Autorka porusza w powieści bardzo ważny problem i pokazuje, że macierzyństwo nie jest łatwe, a żadna z nas, nie może się nazwać idealnym rodzicem. Początki są bardzo ciężkie. Chyba jak każda matka pamiętam te pierwsze tygodnie, w których już niczym półprzytomny robot karmiłam, kołysałam, czy zmieniałam pieluszki w nocy. Nowa sytuacja plus brak snu naprawdę może przytłoczyć, jednak ciągle trzeba pamiętać przecież, że ten płaczący maluszek, to cud i najbardziej ukochana osoba na świecie. Jeżeli jednak przeważają nerwy i negatywne emocje to bez wątpienia trzeba natychmiast działać!

"Szczerze mówiąc, moja szklanka była zawsze do połowy pusta. Nie tylko teraz, gdy jestem dorosła, lecz także w dzieciństwie. Nie pamiętam żadnego momentu, w którym czułabym się szczęśliwa. Nie pamiętam , żebym skakała pod sufit, była upojona szczęściem, czy jak mam to nazwać. Nie potrafię przeżywać szczęścia, nie jestem do tego stworzona" 

Powieść doskonale pokazuje, co się dzieje w głowie kobiety chorej. Trzeba ten temat nagłaśniać, bo to nie są żarty czy wymysły. Należy uświadamiać mężów, by bardziej angażowali się i byli większym oparciem dla partnerki, bo tylko w ten sposób będą w stanie dostrzec, czy wszystko w porządku.

Książka trzyma w napięciu, jest pełna zwrotów akcji i porusza. Czyta się ją błyskawicznie, ciężko przerwać lekturę. Skłania do głębokich refleksji, nie tylko na temat okrucieństwa depresji poporodowej, ale również tego, jak wielki wpływ na dorosłe życie ma dzieciństwo. "Gdzie jest Mia?" to bardzo przejmująca opowieść, co gorsza prawdziwa, która może przydarzyć się każdemu z nas. 

Jedynym minusem, jak dla mnie, był przewidywalny koniec, niestety autorce nie udało się mnie ani zaskoczyć, ani mną jakoś specjalnie wstrząsnąć. Miałam również wrażenie, że zakończenie jest już po prostu trochę na siłę przeciągane, co było zupełnie niepotrzebne. Pomijając ten mały defekt powieść naprawdę mi się podobała i wywołała wiele emocji, nie da się być obojętnym wobec takiej historii.  



3 komentarze:

  1. Dzień dobry

    Trudna książka i ciężki temat. Po przeczytaniu Pani recenzji ciekawej i wciągającej, aż chce się sięgnąć po książkę.

    Pozdrawiam
    Marbella Atabe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Cieszę się bardzo, że moja recenzja zachęciła do książki ;-)
      Temat nie jest łatwy, ale z pewnością należy go nagłaśniać.

      Również pozdrawiam :-)

      Usuń
  2. Od jakiegoś czasu, zastanawiam się czy sięgnąć po tę książkę. Dziś wiem,że warto :D
    Pozdrawiam :D
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

"Drugi Legion" Richard Schwartz

"Drugi Legion" Richard Schwartz INITIUM Liczba stron: 528 Ocena: 6/6 Do gospody Pod Głowomłotem trafia t...